poniedziałek, 16 stycznia 2017

George Michael - White Light



Jak ironicznie i smutno brzmi ta piosenka w kontekście niedawnej śmierci artysty....
White light powstało w 2012 roku kilka miesięcy po tym, jak George cudem uniknął śmierci po 2-tygodniowym pobycie w śpiączce. 














niedziela, 15 stycznia 2017

Dollbaby - Laura Jane McNeal

Wydawnictwo Świat Książki, Moja ocena 4,5/6
Akcja książki rozgrywa się w Nowym Orleanie w latach 1964 –1972.
Bohaterką jest 12-letnia Ibby, którą matka po tragicznej śmierci ojca oddaje na moment na wychowanie całkowicie nieznanej babki. Jako okrutny, kuriozalny podarunek, Ibby wręcza babce urnę z prochami swojego ojca,syna babki. To ma być okrutny, ponury żart ze strony matki dziewczynki.
Babka mieszka w ponurym, starym domu, jest surowa i ma swoja wizję wychowania nastolatki.
Kilkanaście dni, które Ibby ma spędzić w rodzinnym domu swojego ojca zamienia się w kilka lat.
W tym czasie zarówno sama dziewczynka, jak i jej kontakty z babką, ale także otoczenie, cała Ameryka przechodzą wielkie przemiany.
Ibby z nastolatki, bojącej się własnego cienia, za sprawą pracującej w domu babki czarnoskórej służącej i jej rodziny, staje się kimś zupełnie innym. Jej przemiana ma miejsce na tle wspaniale zobrazowanej kultury Nowego Orleanu lat 60. i 70. XX wieku i zmian społecznych i kulturowych, jakie wtedy zachodziły. To wtedy czarnoskóra część mieszkańców Południa USA zaczyna coraz aktywniej i głośniej walczyć o swoje prawa, domagać się równości bez względu na kolor skóry. Mimo coraz głośniejszych krzyków przez wieki ciemiężonej ludności, walka o podstawowe prawa będzie długo trwała. Ibby obserwuje wszystko, przenika atmosferą Nowego orleanu, a także po raz pierwszy zakochuje się. Jednak to piękne uczucie z góry jest skazane na porażkę. Ibby zakochuje się bowiem w czarnoskórym chłopcu.
Dodatkowego smaczku pobytowi dziewczynki, a póżniej młodej kobiety w domu babki dodaje wychodzenie na jaw wielu rodzinnych tajemnic.
Wiem, trochę spojleruję, ale to tylko zarys i niewielka część wydarzeń, które staną się udziałem Ibby i czytelników, którzy oddadzą się lekturze debiutanckiej książki Laury Jane McNeal.
Książka jest ciekawie napisana, klimat Nowego Orleanu i ponurego domostwa babki ciekawie nakreślony. Czyta się dobrze. Tylko trochę bardziej rozbudowałabym niektóre wątki. Jednak jak na debiutancką powieść Dollbaby jest dobrą lekturą. Warto przeczytać.
 

piątek, 13 stycznia 2017

Niepokorni - Vincent V. Severski

Wydawnictwo Czarna Owca, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Niepokorni, to 4. tom świetnej, mistrzowskiej wręcz szpiegowskiej serii. To także tom finalny, w którym mamy co prawda mniej niż w poprzednich tomach spektakularnej akcji, ale wszystkie sprawy maja swój finał i kończą się we właściwy sposób. To, iż spektakularnej akcji, pościgów jest mniej nie znaczy absolutnie, iż ta część serii jest nudna. 

Nic z tych rzeczy. Mimo, iż jest to 4. tom autor nadal trzyma bardzo wysoki poziom. Jednak więcej tu polityki niż kwestii szpiegowskich. Szkoda, że to już koniec. A może jednak nie...zakończenie książki pozwala żywić nadzieję na kontynuację..kiedyś...w przyszłości.
Trudno cokolwiek pisać o 4. tomie nie spojlerując wcześniejszych. Napisze więc tylko, iż całość rozgrywa się znowu na linii Polska- Rosja- Szwecja z tym, iż najwięcej jest kwestii dot. Polski i sporo nawiązań (nieraz bliżniaczo podobnych do autentycznych wydarzeń) do naszego polskiego kociołka politycznego, w którym od jakiegoś czasu niebezpiecznie wrze. Manipulacje, oszustwa, naciąganie faktów, często także zabójstwa to wszystko i wiele więcej jest w serii Severskiego, ale także na co dzień w otaczającym nas świecie, choć na ogół nie zdajemy sobie z tego sprawy. Severski posiada rzadki talent łączenia faktów fikcyjnych z tymi wręcz rozgrywającymi się na naszych oczach i takiego nimi żonglowania, iż powstaje wspaniały miks.
Najważniejszym dla mnie był jednak fakt, iż cała seria jest polska na wskroś, do bólu osadzona w polskich realiach, ze wszystkimi plusami i minusami. Tych ostatnich niestety jest dużo więcej.
Cała książka zasługuje na wielkie uznanie, ale zakończenie bije dla mnie wszystko. Niepokorni mają tylko jedną wadę - tom jest zdecydowanie za krótki.

Zachęcam do lektury wszystkich czterech tomów serii.

czwartek, 12 stycznia 2017

Opowieść o dwóch miastach - Charles Dickens

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 6/6
Arcydzieło w każdym calu. Nic dziwnego, że to jedna z najlepiej sprzedających się książek wszech czasów. Cieszę się, że miałam okazję przeczytać tę książkę.
Zapewne znacie lub w jakiś sposób obił wam się o uszy (oczy) następujący cytat...

Była to najlepsza i najgorsza z epok, wiek rozumu i wiek szaleństwa, czas wiary i czas zwątpienia, okres światła i okres mroków, wiosna pięknych nadziei i zima rozpaczy. Wszystko było przed nami i nic nie mieliśmy przed sobą.
Pochodzi on właśnie z Opowieści o dwóch miastach.
Akcja utworu rozgrywa się od 1775 roku aż do okresu rewolucji francuskiej. Treścią jest historia dwóch męźczyzn, Francuza i Anglika oraz jednej kobiety, wpleciona w ówczesne zawirowania historyczne, a także w historie dwóch potężnych metropolii - Paryża i Londynu.
Ogromnym atutem są doskonale oddane atmosfery i topografie zarówno Londynu, jak i Paryża. Kwestię Londynu pisarz rozwiązał mieszkając w tym mieście. Co do Paryża, to zagłębiał się w nim dokładnie, wiele spacerując, studiując książki i inne materiały dot. stolicy Francji. Miało to miejsce w latach 1855–1856. Obraz obu miast, jaki przedstawia Dickens nie jest ciekawy. Głód, brud, bieda, wyzysk to wszystko jest na porządku dziennym. Odrzucające, okrutne, niesprawiedliwe, ale prawdziwe. Mimo, iż w innych swoich książkach pisarz także przedstawia Londyn, okolice w ten sposób, to dzieła pokroju Olivera Twista, Klubu Pickiwicka czy innych książek są odmienne od Opowieści o dwóch miastach. Ta ostatnia jest brutalna, ponura, brak jej lekkiego humoru, którym mimo nieciekawego położenia bohaterów, charakteryzują się pozostałe książki angielskiego pisarza.
Bardzo szczegółowo opisane jest wszystko co dot. życia w ówczesnych czasach, ale także ważnych wydarzeń historycznych, przede wszystkim rewolucji francuskiej. Dickens aż do przesady, niezwykle szczegółowo, niczego nie upiększając ukazuje brutalność, okrucieństwo, sadyzm rewolucji, ale i samych walczących, a także ich od dawna wzbierający gniew.
Akcja toczy się wartko, nie ma czasu na przestoje, nudę, historia wrze, losy bohaterów zmieniają się błyskawicznie. Mimo sporej objętości (600 stron) książkę czyta się bardzo szybko. I nie razi nawet odrobinę naiwne, jak na dzisiejsze czasy zakończenie. 

Gorąco polecam. Nie wiem, czy cokolwiek więcej można by o tej książce napisać.
Karol Dickens wielkim pisarzem wiktoriańskim był i basta.


 

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Muza - Jessie Burton

Wydawnictwo Literackie, Moja ocena 6/6
Rewelacja. I tak się zastanawiam, jak zrecenzować książkę nawet jednym słowem nie zdradzając przebiegu fabuły. Nie chcę ujawniać żadnych szczegółów, żeby nie odbierać wam przyjemności jaka będzie waszym udziałem, gdy krok po kroku będziecie odsłaniać kolejne poziomy niezwykle misternie skonstruowanej fabuły.
Akcja rozgrywa się w połowie lat 60. XX wieku. Wtedy do Londynu przybywają dwie młode kobiety, które szukają szczęścia, lepszego życia.
Głównym miejscem akcji jest Londyn. Ale poza śledzeniem fabuły w stolicy Wielkiej Brytanii poznajemy także wydarzenia, które rozgrywają się w południowej Hiszpanii. Wydarzenia w obu miastach zazębiają się mimo, iż dzieli je okres 30 lat. Autorka kreśląc akcję w jednym miejscu w odpowiednim momencie niezwykle umiejętnie przenosi nas na drugi kraniec Europy, łącząc wydarzenia z przeszłości z tymi bardziej nam współczesnymi. Zanim to jednak nastąpi na czytelnika czeka wiele tajemnic, niejednoznacznych kwestii i spora porcja niespodzianek. W pewnym momencie byłam przekonana, iż wiem wszystko, a Jessie Burton niczym mnie już nie zaskoczy. Byłam w wielkim, przeogromnym błędzie.
Ogromnym plusem są nie tylko spektakularne zwroty akcji, ale także wspaniale nakreślone sylwetki bohaterów. I nie chodzi tu tylko o postaci pierwszoplanowe. Burton każdego bohatera, nawet tego, który w książce pojawia się tylko na moment, przedstawia nam tak, iż śmiało mógłby on być postacią pierwszoplanową.
Co istotne, autorka wystrzega się zarówno od oceniania bohaterów i ich czynów oraz kreśli postaci niejednoznaczne. Nikt w Muzie nie jest tylko dobry albo tylko zły, brak postaci jednowymiarowych. Podobnie jak w życiu, każda z postaci ma wiele twarzy, postępuje różnie, nie jest ani z gruntu zła, ani tylko dobra.
Gorąco zachęcam do lektury. Muza to wspaniała, wysmakowana, napisana pięknym językiem, ponadczasowa powieść. Jej sednem jest pasja we wszelkich jej odmianach, zarówno do innego człowieka, jak i życia, sztuki, otoczenia. Jestem przekonana, iż po lekturze będziecie tak samo zachwyceni jak ja.
 
Ogromne podziękowania dla tłumaczki książki, Agnieszki Kuc, za wspaniałe, wysmakowane przełożenie Muzy. Ogromną sztuką jest tłumaczenie trudnej skądinąd powieści tak wspaniale ubrać w słowa. 

Na dobry początek tygodnia... George Michael - Everything She Wants (Live at Earl's Court - 2008)



Na dobry, energetyczny początek tygodnia :)

niedziela, 8 stycznia 2017

Tokimeki. Magia sprzątania w praktyce.

Wydawnictwo Muza
Trudno jednoznacznie ocenić tę książkę. Zależy kto czego oczekuje.
Tokimeki. Magia sprzątania w praktyce podczytywałam od blisko 2 tygodni, fragmentami. Skończyłam tuż przed Bożym Narodzeniem. Nie mogłam tylko zabrać się za napisanie choćby kilku słów o tej pozycji. 

Są książki o których trudno się pisze i Tokimeki do nich właśnie należy. 
Mimo zalewu poradników, które zajmują sporo miejsca w księgarniach, pozycja napisana przez Marie Kondo to niewątpliwie nowość. 
Pokrótce jest to książka będąca połączeniem ilustrowanego przewodnika, który objaśnia metody porządkowania i daje wiele niezwykle szczegółowych wskazówek. To one i główne przesłanie książki sprawiły, iż przez długi okres czasu w wielu krajach była i jest ona określana mianem bestseller.
Wg. autorki, kiedy uporządkujemy własny dom, zaczniemy w końcu tak naprawdę żyć.
Daje nam ona wiele wskazówek zgodnie ze swoją myślą przewodnią, iż ludzie zaangażowani w sprzątanie potrzebują coraz dokładniejszych wskazówek. Autorka prezentuje własną metodę – KonMari. Ma ona czytelnikom posłużyć do uporządkowania najbliższego otoczenia, zmiany podejścia do życia i sposobu myślenia.
Niezaprzeczalnie ta książka jest dla osób, które są gotowe zaangażować się, poświęcić sporo czasu i wykonać jedno, porządne, gruntowne, aż do bólu sprzątanie. Trzeba także nastawić się na to, iż przyjdzie nam rozstać się z wieloma rzeczami, bez których do tej pory nie potrafiliśmy żyć. Przyznam się, iż ja na takie poświęcenie nie jestem jeszcze gotowa, a grono moich przydasi nadal jest olbrzymie. Może za jakiś czas zastosuję się do kilku rad Marie Kondo.
Wg. autorki ważne są nie tylko sposoby w jaki posprzątamy, ale także kolejność w jakiej to zrobimy. Faktem jest, iż sprzątając podaną w książce metodą wykonamy to raz, a porządnie i nigdy póżniej (podobno) nie będziemy chcieli wrócić do zagracania przestrzeni wokół nas. Pozytywna motywacja, jaką wyniesiemy z tej lektury, przekazane wskazówki pomogą nam utrzymać ład...jeżeli oczywiście tego będziemy chcieli.
Wydaje mi się, iż zbliżająca się wielkimi kromkami wiosna (mam nadzieję, że się zbliża, wiem, to optymistyczne podejście patrząc na to co dzieje się za oknem) sprawi, iż po Tokimeki sięgnie spora grupa osób. Nawet jeżeli nie zastosujecie wszystkich zamieszczonych w książce rad, to przynajmniej kilka z nich z pewnością wam się przyda. 

Cennym uzupełnieniem są liczne rysunki, które krok po kroku tłumaczą zasady metody KonMari. 


Dla zainteresowanych tematem, bardzo przydatna pozycja. 

sobota, 7 stycznia 2017

10 grudnia

Wydawnictwo WAB, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

10 grudnia to jedna z najlepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałem, a z pewnością najlepszy zbiór opowiadań. Książka mało u nas chyba popularna, ponieważ mało reklamowana, a poza tym opowiadania tak w ogóle z racji bycia krótkimi formami, cieszą się mniejszą popularnością niż powieści.
W przypadku tej konkretnej książki, niesięgnięcie po nią z racji tego, iż zawartość stanowią opowiadania, będzie wielką stratą.
Nie potrafię napisać, dlaczego opowiadania Saundersa są tak wspaniałe. Są sprawy, które trudno nazwać, opisać. I ta książka jest tego przykładem.
W tej niezbyt grubej książeczce znajdziemy 10 opowiadań. Ich bohaterowie są różni, ale łączy ich jedno - porządne przeczołganie przez życie, przez los oraz fakt, że nic nie układa im się tak jak sami by chcieli, tak jak powinno.Co gorsze, spełnienie ich marzeń jest w zasięgu ręki, jednak oni sami albo go nie widzą, albo nie doceniają, albo potencjał rozmieniają na drobne, potrafią np.jednym głupim, nikomu niepotrzebnym komentarzem zaprzepaścić szansę na awans.
Postaci genialnie nakreślone przez autora, na ogół reprezentują niezbyt pozytywne cechy charakteru - chciwość, mściwość, małostkowość etc. Z jednej strony są to ludzie, których nie da się polubić. Z drugiej strony, tak mimo woli wiernie się im kibicuje. Powodem zapewne jest fakt, iż są to ludzie, w których postawach, zachowaniu wielu z nas odnajdzie siebie, lub kogoś z bliskich.
Każde z opowiadań jest mistrzowskie, trudno wybrać to naj. Jednak muszę przyznać, iż najbardziej do gustu przypadło mi opowiadanie futurystyczne Ucieczka z Pajęczej Głowy.   Mocna, mądra opowieść o futurystycznym społeczeństwie.

Polecam. Mocna, mądra, genialnie napisana książka, mistrzowski, zmuszający do myślenia zbiór opowiadań. 

Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon24 (klik) 
https://platon24.pl/ksiazki/dziesiaty-grudnia-opowiadania-108922/



 

piątek, 6 stycznia 2017

Willow - Virginia C. Andrews

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 2/6
Ostrzegam, będzie lekki spojler.
Willow to pierwszy tom nowej sagi V.C. Andrews, autorki niezwykle popularnych Kwiatów na poddaszu. Po tę książkę sięgnęłam pamiętając sprzed lat mój zachwyt właśnie nad Kwiatami na poddaszu.
Willow ma się do Kwiatów.., jak dzień do nocy. Są dwa rozwiązania tej sytuacji - albo mój gust czytelniczy z wiekiem się zmienił, albo autorka poszła na łatwiznę i stworzyła wyjątkowego gniota.
Tym razem bohaterami są członkowie rodziny de Beers. Tytułowa Willow, młoda kobieta, pewnego dnia po śmierci rodziców dowiaduje się, iż została adoptowana. Pragnąc poznać biologicznych rodziców udaje się (zgodnie z pewnymi wskazówkami wyłożonymi niczym przysłowiowej krowie na granicy, w tym zakresie zero tajemnicy, zagadki) do Palm Beach. Tam poznaje młodego prawnika, którego obdarza uczuciem (bardzo szybko obdarza tym uczuciem i równie szybko się odkochuje - romans niczym błyskawica) i biologiczną rodzicielkę.
Przepraszam za ew. spojler, ale to koniec fabuły. Tak, dokładnie. Szkielet tej historii, choć banalny do bólu, można by wypełnić jakąś sensowną treścią, gdyby tylko autorka postarała się choć trochę. Niestety, ale Andrews tego nie zrobiła. Dzięki temu mamy gniota tak banalnego, aż zęby bolą. Mimo, iż początek był obiecujący, to im dalej, z każdą kolejną przeczytaną stroną było coraz gorzej.
Początkowo zapowiadane przez autorkę tajemnice jakoś tak rozmyły się w gąszczu banalnej i nudnej opowieści, więc nie liczcie na jakikolwiek dreszczyk emocji. Nawet kwestia adopcji Willow, która na początku książki była jakby punktem startowym...nie wiadomo jakim cudem zniknęła w szeregu romansów i przyjęć elity Palm Beach.
Otrzymacie zamiast tego przydługie, nudne, opowiedziane stylem z harlequinów streszczenie życia bogaczy w luksusowym Palm Beach. To zdecydowanie za mało, żebym zachęcała was o lektury Willow, tym bardziej, iż opisy są bardzo długie i drobiazgowe i bardzo, bardzo infantylne. Rozkładanie na czynniki pierwsze przyjęcia w luksusowej rezydencji nie jest moją ulubioną lekturą.
Poza tym sama bohaterka...na początku w miarę sensowna osoba, z każdym kolejnym rozdziałem bardziej taka jakaś niedorobiona, nieogarnięta, sama nie wiedząca czego chce.

Książkę tylko cudem doczytałam do końca. Sama sobie się dziwię. Jednak z tyłu głowy ciągle miałam wspomnienie o Kwiatach na poddaszu i nadzieję, że może jednak coś się zmieni w Willow. Próżne to były nadzieje.
Próbowałam wymyślić, co napisać, żeby jednak zachęcić was do lektury Willow. Długo myślałam i doszłam do wniosku, iż nie ma niczego takiego. Zdecydowanie odradzam lekturę Willow. Nawet cukierkowatość światowego blichtru i czytanie o wydawanych przyjęciach ma swoje granice. Nie wiem, co kierowało autorką, gdy tworzyła Willow, chyba tylko chęć zarobku.