środa, 14 czerwca 2017

Złodziej luster - Martin Seay

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 5,5/6
Rewelacyjna książka, która mimo trudnego początku wciągnęła mnie bez reszty..
Do lektury skłoniła mnie Wenecja na okładce, Wenecja w treści. Uwielbiam wszystko, co z tym miastem związane.
Tak jak napisałam, początek trudny. Ciężko było mi się wgryźć w treść, przyzwyczaić do specyficznego, złożonego z bardzo krótkich zdań stylu autora. I nie ukrywam, gdyby nie ciekawość i miłość do włoskiego miasta, odłożyłabym książkę na półkę nie czytając dalej.
Jak się szybko okazało, popełniłabym wielki błąd. Po mniej więcej 50-60 stornach lektura zaczęła być wielką przyjemnością. 

Zła byłam, że na czytanie mogłam poświęcić tylko kilkanaście minut od czasu do czasu, z doskoku.
Teraz myślę co wam napisać o Złodzieju luster, żeby za dużo nie zdradzić, a jednocześnie zachęcić do czytania. Trudno o tej książce coś więcej napisać także z innego względu. Fabuła jest wielowątkowa (choć w sumie sprowadza się do jednego mianownika), skomplikowana (ale tym się nie zrażajcie, to zaleta), ma sporą ilość różnorodnych bohaterów i generalnie nie da się jej nakreślić, nawet w zarysie, w kilku zdaniach.
Dodatkowo jest to lektura będąca połączeniem powieści obyczajowej, odrobinę historycznej z domieszką niewielkiej porcji delikatnej fantastyki i sporą dozą thrillera. Totalny misz masz, fakt.
Akcja toczy się w trzech różnych miejscach, na trzech płaszczyznach czasowych - w XVI-wiecznej Wenecji, w kalifornijskiej Venice Beach w 1958 roku oraz w Las Vegas w roku 2003. Możecie zadać sobie pytania, co te miejsca mają ze sobą wspólnego..poza Wenecją w nazwie, tle?! Jak się okazuje bardzo dużo, choć początkowo nic na to nie wskazuje.
Sednem opowieści są wielkie tajemnice, ludzkie namiętności, pragnienia, przeogromna siła dążeń, pasji i... No tego to już nie zdradzę. Gwarantuję za to, że będziecie zaskoczeni i aż do końca nie powinniście na 100% domyślać się o co chodzi i jakie będzie rozwiązanie.
Książka przypomina misternie splecioną...makatkę, albo kołdrę patchworkową pozszywaną z delikatnych fragmentów, które z pozoru nie pasują do siebie, a jak się okazuje po spojrzeniu na cały przedmiot, są idealnie dopasowane i tworzą coś wyjątkowego.
Trzy opowieści, trzy miejsca, trzy płaszczyzny czasowe. Każdej z nich autor poświęca ok. 100-110 kolejnych stron. To w sam raz, żeby wniknąć w treść, poznać fabułę, zwroty akcji, bohaterów i mieć rozbudzone oczekiwania na dalszy ciąg. A dalszy ciąg za każdym razem coraz bardziej zaskakuje.
Gorąco zachęcam do lektury. Dajcie tej niezwykłej, wspaniale wydanej książce szansę. Warto.

 

3 komentarze:

  1. Zwykle ostrożnie podchodzę do książek tego typu. Z tej grupy chyba mam najwięcej zarówno książek ulubionych, jak i tych naprawdę, naprawdę nie pod mój gust.

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładka mnie odepchnęła jednak widzę iż powinnam dać jej szansę, choć w Wenecji nigdy nie byłam i już chyba nie pojadę tam, bo miasto popada w ruinę, jest choćby wielki problem z obsrywaniem pałaców dożów przez gołębie, to opowiadał mi mój chłopak, który tam był i odechciało mi się jechać.... Książka frapująca widzę iż trzeba ja kupić.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Bez czytania będą usuwane komentarze zawierające spamy, linki do innych blogów. Mój blog, to nie słup ogłoszeniowy.