poniedziałek, 31 lipca 2017

Ali i Nino - Kurban Said

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5,5/6
Przyznam się, iż kilkakrotnie rozpoczynałam tę lekturę. Początek książki w ogóle mnie nie zainteresował. Pierwsze ok. 50 stron to była dla mnie droga przez mękę. I przez cały czas nie wiedziałam, czym tabuny czytelników tak się zachwycają. Wspólną nić porozumienia z Ali i Nino złapaliśmy po lekturze mniej więcej 1/4 książki. Dalej czytało się bardzo dobrze.

Ali i Nino to bardzo dobra opowieść, zręcznie napisana i wątek miłosny wcale nie jest tym wiodącym.  
Tym, co najbardziej przypadło mi do gustu, wręcz porwało, jest niesamowite ukazanie dwóch wrogich z założenia stron, stron całkowicie się od siebie różniących. Dwa odrębne światy ukazane z całym (jak to się mówi) z całym dobrodziejstwem inwentarza. 
Dodatkowo genialnie ukazane zagmatwane losy, pomieszane kultury, etniczność, tragedie narodów i zwykłych ludzi na Zakaukaziu. 
Do tego plastyczne, bardzo sugestywne obrazy zarówno w zakresie krajobrazów, opisów przyrody, dnia codziennego, ubrań, zwyczajów. To wszystko pomaga niesamowicie wczuć się w fabułę, poczuć się jakby uczestnikiem opisywanych wydarzeń. 
Moim zdaniem określanie tej książki, jako najwspanialszej love story z Kaukazu, czyni jej jedynie krzywdę. Ta książka to zdecydowanie coś więcej. Historia miłosna jest tylko tłem do ukazania o wiele ciekawszych i ważniejszych spraw. Jednak nie ukrywam, wątek miłosny wyciśnie praktycznie z każdego kilka łez.
Polecam.

niedziela, 30 lipca 2017

Wiara - Anna Kańtoch

Wydawnictwo Czarne, Moja ocena 5,5/6
Kolejna doskonała książka autorki, którą miałam okazję przeczytać.
Ponownie mamy połowę lat 80. XX wieku, ponownie pełnię PRL-u (doskonale zobrazowaną, co do najdrobniejszego szczegółu), ponownie zamkniętą, nieomal klaustrofobiczną społeczność (genialnie nakreśloną).
W takim miejscu i czasie dochodzi do makabrycznych zabójstw młodych kobiet. Całość jest o tyle tajemnicza, że wszyscy w koło sugerują, iż zgony mają jakieś powiązania z przeszłością. Nieistotne, ofiar nic ze sobą nie łączy. Ba, nic nie łączy ich też początkowo z Rokitnicą, wioską w której rozgrywa się akcja książki. Miejscowi mają o zabójstwach swoje zdanie, które z każdą kolejna przedstawioną w książce osobą, jest coraz dziwniejsze.

Do tego dochodzi przeklęta parafia, do której został przeniesiony bardzo dociekliwy ksiądz. On także zaczyna prowadzić śledztwo na własną rękę.
Z intrygą, bohaterami, oddaniem realiów PRL-u Kańtoch poradziła sobie doskonale. Opisy prlowskich ubrań, przedmiotów, różnych charakterystycznych dla tego okresu zdarzeń i przedsięwzięć poruszyły we mnie nutkę nostalgii. W 1986r. w momencie, gdy rozgrywa się akcja książki, chodziłam do szkoły podstawowej, ale dobrze pamiętam tamte czasy, szczegóły, które opisuje autorka.
Równie dobrze pisarka dała sobie radę z bardzo drastycznym tematem, który jak się okaże jest przyczyną zbrodni i tajemnicą sprzed lat. Ze zrozumiałych względów nie będę pisać, o co chodzi. To, co stoi za zabójstwami młodych kobiet to zbrodnia straszna, nieakceptowalna przez żadnego normalnego człowieka, a piętnem odbijająca się na ofierze do końca życia.
Co istotne, Kańtoch nie epatuje zbrodnią sprzed lat, jej wydźwiękiem dla dodania książce pikanterii. Nic z tych rzeczy. Owa zbrodnia jest tylko tłem do ukazania czegoś więcej, do poruszenia ważnego, nadal wstydliwie skrywanego tematu. Celowo nie piszę, co co dokładnie chodzi, żeby nie odbierać wam przyjemności wynikającej z lektury. Nic mnie tak nie irytuje, jak zdradzanie zbyt wielu szczegółów fabuły.
Bardzo ciekawie nakreśleni są bohaterowie. Jedni irytują, drudzy śmieszą, a jeszcze inni sprawiają, że ma się ochotę krzyczeć ze złości. 

Doskonale ukazane jest zderzenie dwóch światów - wioski, w której znajduje się kilkanaście chałup, a która odżywa latem dzięki kolonistom i wczasowiczom z "miastem". Obojętnie, jak szumnie brzmi owo "miasto"  jest ono niewiele mniej zaściankowe od Rokitnicy, niewielkiej wioski. Ot ludzie z "miasta" po prostu mają trochę inne ubrania, inaczej się wysławiają, są bardziej pewni siebie. 
Wiara, to przede wszystkim doskonały kryminał, ale i równie dobra książka społeczno-psychologiczno-obyczajowa. Taki miks, który doskonale się sprawdził.
Wiarę czyta się doskonale, szybko. Po skończonej lekturze w głowie pozostaje sporo tematów, zagadnień, które warto przemyśleć. 

Zachęcam do lektury tej i innych książek Anny Kańtoch.


https://platon24.pl/ksiazki/wiara-122449/

czwartek, 27 lipca 2017

Plac zabaw - Lars Kepler

Wydawnictwo Czarne, Ocena 4,5/6
Recenzja mojego męża.

Plac zabaw to bez wątpienia książka inna niż tego oczekiwałem, co absolutnie nie znaczy, że gorsza. Jest to na poły kryminał, na poły powieść obyczajowa i jeszcze sporą część fabuły zajmuje thriller psychologiczny i fantastyka. Część akcji toczy się w świecie, w którym i my żyjemy, a część w..zaświatach.
Całość jest tak sugestywnie napisana, iż do końca nie miałem pewności, czy bohaterka (Jasmin Pascal-Anderson porucznik w szwedzkiej armii) przeżyła to naprawdę, czy może cierpi na jakąś chorobę psychiczną.
Autorzy przenoszą nas w świat, który z jednej strony kusi, a z drugiej napełnia czytelnika obawami. Wizja świata zaprezentowanego przez autorów jest największym plusem książki.
Mimo wielu fantastycznych elementów w Placu zabaw mamy wszystko co powinien mieć dobry thriller i kryminał w jednym. Są pościgi, zabójstwa, odkrywanie kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. Jest też obawa o pomieszanie zmysłów, a także rozprawa w sądzie.

Najgorzej na tym tle wypadają bohaterowie. Nie wszyscy, ale wystarczająco duża grupka, żeby uznać ich kreacje za pewne niedociągnięcie. Kilka postaci irytuje infantylnością, dziwacznymi decyzjami, lekkim przerysowaniem. pozostałe postaci są jak najbardziej ok.
Trudno jednoznacznie napisać o czym jest fabuła. Mogę tylko wspomnieć, iż jej kwintesencja jest matka, która dla swojego dziecka jest gotowa zrobić wszystko. Ale to tylko początek do o wiele bardziej skomplikowanej i istotnej opowieści.
Duet pisarski kryjący się pod pseudonimem Lars Kepler, zawsze tworzył mroczne, trudne w odbiorze książki. Jednak Plac zabaw (pod względem owego trudu) bije na głowę wszystkie ich dotychczasowe dokonania. Historia ta jest o wiele mroczniejsza, jeszcze bardziej skomplikowana i nie ukrywam- bardzo trudna w odbiorze. Nie każdemu też przypadnie do gustu. Jeżeli jednak zadacie sobie trud i rozpoczniecie lekturę, gwarantuje, iż nie będziecie żałować. Mocne wrażenia gwarantowane tym bardziej, iż początek, pierwsze kilkanaście stron, nie zapowiadają aż tak mrocznej lektury.

https://platon24.pl/ksiazki/plac-zabaw-119339/

środa, 26 lipca 2017

Zapowiedź...

27 września nakładem Wydawnictwa Marginesy, ukaże się kolejna książka Juliana Fellowesa, autora m.in. Belgravii i Czasu przeszłego niedoskonałego, scenarzysty m.in. świetnego Downtown Abbey i Gosford Park.


Edith Lavery, blondynka o dużych oczach i dobrych manierach, jest córką odnoszącego umiarkowane sukcesy księgowego, którego żona cierpliwie wspina się po drabinie społecznej. Podczas wizyty w domu rodziców Edith spotyka hrabiego Charlesa Broughtona, który – zgodnie z tym, co piszą plotkarskie magazyny – jest jednym z najciekawszych młodych arystokratów, w dodatku do wzięcia. Kiedy oświadcza się Edith, ta zgadza się za niego wyjść. Ale czy naprawdę kocha Charlesa? Czy imponuje jej jego tytuł, stanowisko i cała reszta?
Nieuniknioną częścią życia w Broughton Hall jest matka Charlesa, przebiegła lady Uckfield, nazywana przez swoich przyjaciół „Googie” i opisana przez narratora – aktora, który swobodnie porusza się wśród wyższych klas i opisuje ich słabości – jako „najbardziej obyta towarzysko osoba, jaką zdarzyło mi się poznać. Posiadała zarówno zegarmistrzowskie oko do szczegółu, jak i znajomość świata właściwą wielkim kokotom”. Lady Uckfield jest przekonana, że Edith bardziej interesuje się tytułem hrabiny, niż byciem dobrą żoną jej syna. A kiedy pewnego dnia w Broughton Hall zjawia się ekipa stacji telewizyjnej, a wraz z nią obłędnie przystojny szef ekipy, aby nakręcić dramat z epoki, najgorsze lęki Googie wydają się w pełni uzasadnione.
 
 
 

wtorek, 25 lipca 2017

Czarna Madonna - Remigiusz Mróz

Wydawnictwo IV Strona, Tak, nie ma oceny, bo trudno ją wydać :(
Nie wiedziałam, że kiedyś napiszę coś negatywnego o książkach Remigiusza Mroza, którego jestem wielką fanką. A jednak. 
Do tej pory jedne książki autora podobały mi się mniej, inne bardziej, serię Cyłka & Zordon bezkrytycznie uwielbiam. 
Nigdy jednak żadna książka mnie tak nie rozbawiła (w negatywnym tego słowa znaczeniu), zniesmaczyła i sprawiła, że zmieniłam zdanie o tym co autor pisze.
Czarna Madonna jest no cóż...takim gniotem, że o matko... Śmiało mogę przyrównać to dzieło do tego, co tworzy Katarzyna Michalak.
Doprawdy nie wiem, co (dobrym, tak na marginesie) autorem kierowało, gdy pisał coś takiego.  
Jednak muszę oddać szacunek, sztuką jest wymyślić tak zawiłą i kuriozalną fabułę. 
Nie będę streszczać akcji, nie ma to sensu. Napiszę tylko krótko (bo za bardzo nie chcę się pastwić, mam nadal sporo sympatii dla autora) o moich odczuciach.
Czarna Madonna to mix z pewnością książek ala Dan Brown z ..no właśnie z czym? Hmm chyba ze wszystkim co autorowi wpadło w ręce. Mieszanina gatunków literackich przyprawia o ból głowy. I bynajmniej nie jest to powód do zadowolenia. Lepiej stworzyć coś, co balansuje na granicy 1-2 gatunków niż takie coś.
Podobnie sprawa ma się z tempem akcji. Co prawda to jest akurat cecha charakterystyczna prozy Mroza, ale w połączeniu z miksem gatunków i różnymi cudami i dziwami (dosłownie i w przenośni), które pisarz serwuje, przyprawia to o ból głowy.
No właśnie - cuda i dziwy. Kwestie religijne, które porusza, a w niektórych momentach wręcz profanuje autor, mogą wzbudzić u sporej grupy czytelników spory niesmak, oburzenie. 
Mimo, iż ja akurat jestem osobą niewierzącą, to w trakcie lektury kilku stron czułam lekki niesmak. Tak, tak chyba można to określić. Nie czułam się urażona, zgorszona etc, ale niesmak leciutki pozostał. Niby takie prawo artysty, twórcy, autora - szokować, poruszać różne tematy. Ale w kontekście tej konkretnej książki sprawia to wrażenie wypełniacza treści. To tak, jakby kupić pierogi z mięsem za 5 zł. kg. Wiadomo ile będzie w nich mięsa, a ile niestrawnego wypełniacza.Obrazowo, ale chyba wiadomo o co chodzi.
Co poza tym? Ostre paroksyzmy śmiechu.

Tak, co i rusz w trakcie lektury wybuchałam śmiechem. Jednak bynajmniej nie z powodu gagów, jakimi jest okraszona fabuła. Nic z tych rzeczy. Mój śmiech wywoływały coraz bardziej kuriozalne, dziwne, niesamowite pomysły, wtręty do fabuły, wydarzenia, które stały się udziałem głównego bohatera. 
Lubię thrillery, horrory, elementy metafizyczne, książki ala Dan Brown. I tego mniej więcej spodziewałam się po Czarnej Madonnie. Jednak wszystko ma swoje granice, nawet moja odporność na próbę stworzenia z niczego czegoś, wpakowania wszystkiego do jednego przysłowiowego worka i wmówienia czytelnikowi, że to super.
W pewnym momencie uznałam, że mam dosyć i odłożyłam książkę na półkę. Było to po lekturze 251 strony. Powinnam to zrobić dużo wcześniej, przynajmniej 200 stron wcześniej, gdy intuicja podpowiadała mi..nie czytaj dalej, daj sobie spokój. Nie posłuchałam. Uznałam, że będzie lepiej, że Mróz jednak nie mógł stworzyć czegoś złego. Otóż mógł. 
Czarna Madonna obraziła mnie, jako czytelnika, ale także autora, którego stać na dużo więcej, a który chyba... no nie wiem..poszedł wyraźnie na masówkę, upoił się za bardzo sukcesem (wszak jest najpłodniejszym literacko i najlepiej się sprzedającym polskim autorem), osiadł na laurach etc. Chciałabym przekazać pisarzowi jedno...nie idź tą drogą :( To nie jest dobra zmiana.
Doskonały marketing, jaki poczyniła Oficyna IV Strona + autorstwo Remigiusza Mroza to za mało, żebym uznała książkę za wartą przeczytania do końca i polecenia. 
Od czasu lektury książki p. Michalak, to najbardziej traumatyczne literacko doznanie w moim życiu mola książkowego i najbardziej bezsensownie spędzone godziny.
Odradzam, odradzam, odradzam lekturę Czarnej Madonny. Zachęcam za to do czytania innych książek Remigiusza Mroza, które diametralnie różnią się od omawianej pozycji.   

poniedziałek, 24 lipca 2017

Kongo requiem - Jean Christophe Grange

Wydawnictwo Sonia Draga, Moja ocena 6/6
Kongo requiem, to 2. tom mistrzowskiej serii Lontano.
Z reguły, gdy 1. tom jest doskonały mam pewne obawy, co do kolejnych części serii. W przypadku książek Grange'a, takie obawy są niepotrzebne. Autor stanął po raz kolejny na wysokości zadania.
Kongo requiem to (podobnie, jak poprzedni tom) książka wielowarstwowa i bardzo skomplikowana, wymaga sporej ilości wolnego czasu na lekturę (trudno czytać Lontano z doskoku po kilka-kilkanaście stron, zgub się wątek) i równie dużo zaangażowania, czytania z rozumieniem, analizowania, powiązywania faktów.
Wiem, Grange jest specjalistą od takich książek, ale trylogia Lontano jest specyficzne, jeszcze bardziej grangeowe, mocne, ostre, brutalne..no sami wiecie o co chodzi:). Reasumując, to lektura specyficzna, wymagające, a dodatkowo mroczna, pełna najprymitywniejszych ludzkich żądzy, odruchów, miejsc, o których istnieniu w życiu byśmy nie pomyśleli. Z pewnością nie jest to lekkie, relaksujące czytadło.
Bohaterami ponownie jest pięcioosobowa rodzina Morvanów. Akcja jednak nie toczy się tylko we Francji, ale także w Kongo (koszmarne rzeczy tam się dzieją), oraz w wielu innych miejscach na świecie. Morvanowie rozjeżdżają się, a ich losy i poczynania są jeszcze bardziej chaotyczne, dramatyczne i brzemienne w skutkach, niż w tomie 1.
Każdy z bohaterów, z członków tej niesamowicie pokręconej i skomplikowanej rodziny szuka czegoś innego, podąża innymi śladami, a wszystkie one w ten czy inny sposób połączą się z historią sprzed kilkudziesięciu lat, historią najstarszych Morvanów.
Ilość wątków w Kongo requiem przyprawia o ból głowy, jednak Grange jest tak mistrzowskim pisarzem, iż ku zdumieniu czytelnika nic mu nie umyka, nic nie ucieka, nic się nie plącze. pisarz panuje nad każdym wątkiem.
Tempo akcji, zawiłe, wręcz niesamowite historie, nagłe zwroty akcji, oblepiający zewsząd ludzki bród, degrengolada nie pozwalają czytelnikowi nawet na odrobinę wytchnienia.
Gdy już nam się wydaje, iż czytaliśmy o wszystkim co najgorsze, okazuje się, że bardzo się mylimy, a pisarz dostarcza nam kolejnych dowodów na wszechobecne zło i ludzkie wynaturzenie.
Gorąco polecam oba tomy. Lektura dla osób lubiących mroczną, wymagającą literaturę, docieranie do sedna opowieści krok po kroku, obieranie jej z licznych warstw tropów i niedomówień. Odradzam osobom oczekującym lektury na zasadzie zabiligoiuciekł.
Polecam. Czyta się genialnie.

niedziela, 23 lipca 2017

Wyniki rozdawajki...




Zdałam się na łut szczęścia i losowałam osoby, które otrzymają konkretne nagrody.
Zwycięzców proszę o przesłanie adresu (w Polsce) do wysyłki na email anetapzn@gazeta.pl
Wysyłka nagród w ciągu 7=8 dni od otrzymania adresu, pocztą polska, listem poleconym lub paczką, w związku z tym proszę o chwilę cierpliwości - poczta polska jaka jest, każdy widzi. 
Nagroda nr. 1 wędruje do Kamilli.
Nagroda nr. 2 wędruje do Lonely Castaway.
Nagroda nr. 3 wędruje do  Księgozbioru Kasinego.
Nagroda nr. 4 wędruje do Kingi.

Gratuluję. Wkrótce kolejne rozdawajki...

czwartek, 20 lipca 2017

Głośniej niż śnieg - Stefan Hertmans

Wydawnictwo Marginesy, Ocena 5/6
Recenzja mojego męża.

Po świetnej Wojnie i terpentynie  (recenzja tutaj - klik)  wiele sobie obiecywałem w związku z lekturą Głośniej niż śnieg. I nie zawiodłem się.
Książka przeraża, dosłownie i w przenośni. Gdybym Głośniej.. czytał w innych realiach społeczno-politycznych, nie w okresie gdy za drzwiami (dosłownie lub w przenośni) czai się zło, terroryzm, potencjalna śmierć, najprawdopodobniej inaczej bym całą lekturę odebrał. No, ale jest jak jest.
Fabuła toczy się głównie w świecie, w którym rządzi przemoc, strach i zagrożenie terrorystyczne.
Oprócz tego, że Hertmans przeraża, to dodatkowo intryguje, sprawia, iż nie sposób odłożyć książkę bez doczytania choćby do końca rozdziału, ale także zmusza do przemyślenia kilku ważnych spraw.
Głośniej niż śnieg to opowieść o ludziach, tym co ich dzieli, co łączy, o podzielonym świecie i tym, co z tego może wyniknąć.
Całość świetnie napisana i bardzo, bardzo dołująca, i to z różnych powodów. Generalnie autor bardzo kiepsko nas, ludzkość ocenia. Smutne, ale prawdziwe. W trakcie lektury nieodmiennie nasuwają się pytania, co my właściwie ze światem, z nami samymi robimy. Czy jest/będzie dla nas jakakolwiek nadzieja? Czy wiemy jeszcze pamiętamy, co to człowieczeństwo, system wartości ludzkich?
W książkę trudno się wciągnąć, wczytać. Jest tego kilka powodów. przede wszystkim chodzi o bardzo trudny temat, jaki porusza autor. Poza tym specyficzny styl, którego używa, pełen niedopowiedzeń, na niektórych sprawiający wrażenie chaotycznego, nużącego. Warto jednak dać lekturze szansę. Należy jednak przygotować się na wysiłek umysłowy.
Polecam.

środa, 19 lipca 2017

Zapowiedź...



17 sierpnia nakładem Wydawnictwa Marginesy ukaże się 2. tom przygód porucznik wschodnio niemieckiej milicji Karin Müller.
W ub. roku czytałam 1. tom serii. Moja recenzja tutaj (klik). 




Tym razem akcja ponownie toczy się w Niemczech Wschodnich. Jest rok 1975.
Porucznik milicji Karin Müller została zesłana do papierkowej roboty. Jednak ani szefostwo, ani Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego o niej nie zapomniało.
W Halle-Neustadt, pokazowym nowym mieście socjalistycznym, ginie porwane dziecko, a władze chcą po cichu wyjaśnić sprawę. Karin znów ma prowadzić śledztwo pod ścisłym nadzorem Stasi.
Szybko okazuje się, że w labiryncie blokowisk z wielkiej płyty czają się liczne tajemnice, znikają kolejne dzieci, a Karin musi sobie radzić z naciskami z góry, pozbawionym poszlak śledztwem i bolesnymi wspomnieniami.


wtorek, 18 lipca 2017

Ostatnie godziny rozdawajki...

Lada moment ja mam urodziny, ale także mój blog.

Blog 6. O tym, które ja obchodzę, nawet nie wspomnę :)
W związku z tym mamy dla Was prezenty...oczywiście są to książki. 

poniedziałek, 17 lipca 2017

Dzikusy. Francuskie wesele - Sabri Louatah

Wydawnictwo WAB, Moja ocena 5/6
Świetna książka, ale nie dla każdego. Jednym wyda się chaotyczna, innym co najmniej dziwna, a jeszcze inni uznają, że nie ma w niej za grosz sensu.
Dla mnie to doskonała lektura, której treścią jest jeden dzień mieszkającej od lat we Francji, a pochodzącej z Algierii, kabylskiej rodziny Narrusz. Kuriozalna rodzina, wielopokoleniowa, bardzo głośna i chaotyczna. W jej ramach mamy unikalnych przedstawicieli poczynając od zahukanej gospodyni domowej, poprzez hałaśliwą bezzębną acz wzbudzającą ogólny strach babkę, nastoletniego umiarkowanie zręcznego gangstera, aktora celebrytę, kazirodcze rodzeństwo i najstarszych w rodzinie męźczyzn, którzy sądzą (o naiwności), że nad wszystkim panują. Do tego dochodzi spora grupa dalszej rodziny, która widuje się tylko z okazji wesel i pogrzebów. Siłą rzeczy, przy takiej mieszaninie ludzkich charakterów i postaw, na światło dzienne wychodzą skrywane miesiącami, a nawet latami, najróżniejsze antagonizmy. Oj dzieje się, dzieje.
W opisywanym dniu trwają przygotowania do tradycyjnego wesela. Zamieszania z tym co nie miara. Całkowity chaos potęguje fakt, że następnego dnia mają odbyć się wybory prezydenckie i duże, ba bardzo duże szanse na zwycięstwo ma....muzułmanin blisko związany z rodziną Narrusz. Wielu myśli co by tu dla siebie ugrać przy okazji. No bo, jak jest okazja, to trzeba korzystać.
Bardzo ciekawie ukazani są kolejni bohaterowie, ich diametralnie różniące się od siebie spojrzenie często na te same sprawy, podejście do Francji, jako ojczyzny, do tego co dla chrześcijańskich Francuzów ważne, a co ważne dla muzułmanów.
Dzikusy. Francuskie wesele to bardzo udane połączenie sagi rodzinnej, komedii sytuacyjnej, rozprawki socjologiczno-psychologicznej i political fiction. Czyta się szybko (to niezbyt gruba książka) i z wielką przyjemnością. Polecam i czekam na 2. tom.

niedziela, 16 lipca 2017

Klub Pickwicka - Charles Dickens

Wydawnictwo MG, Moja ocena 6/6
Arcydzieło w każdym calu. Nic dziwnego, że to jedna z najlepiej sprzedających się książek wszech czasów. Cieszę się, że miałam okazję ponownie ją przeczytać.
Właściwie nie wiem, co mam napisać. Książka dla mnie genialna, jak wszystkie u Dickensa. Charles Dickens wielkim pisarzem wiktoriańskim po prostu był i basta.

Opowieść o dwóch latach z życia dżentelmena, jakim bez wątpienia jest tytułowy pan Pickiwck, to uczta dla każdego mola książkowego.
Wysmakowany styl, wspaniały język, doskonałe oddanie topografii i każdego szczegółu w zakresie miejsc, w których toczy się akcja, jak i strojów bohaterów.
Mistrzowsko nakreśleni bohaterowie, z których każdy wbija się w pamięć niezależnie do tego, czy jest zwykłym, biednym rzemieślnikiem, karczmarzem, nędzarzem, czy człowiekiem możniejszego i szlachetniejszego stanu.Dodatkowo każdy z bohaterów to inna osobowość, która posiada swoje cechy charakterystyczne, zalety i wady. Dickens wszystkie je obnaża i bezlitośnie portretuje.
Poza tym genialny, subtelny, ot tak mimochodem trafiający na karty książki humor, który często jest przemieszany z pokładami absurdu. Klub Pickwicka to kwintesencja geniuszu Dickensa, który dopiero rozkwitał (pisarz miał wtedy niewiele ponad 20 lat), ale już budzi podziw.
Mimo upływu 181 lat od pierwszego wydania tej powieści w odcinkach, książka nadal bawi, uczy, momentami smuci bo świat w niej ukazany nie napawa optymizmem. Niezaprzeczalnie to powieść ponadczasowa, która zmusza do myślenia i zapewnia rozrywkę na najwyższym poziomie. Polecam.

sobota, 15 lipca 2017

Skłam ze mną - Sabine Durrant

Wydawnictwo Zysk i S-ka, Moja ocena 4/6
Od razu zaznaczam, nie jest to typowy thriller psychologiczny. Jeżeli takowego oczekujecie, możecie być zawiedzeni.
Skłam ze mną to powieść obyczajowa z silnym wątkiem psychologicznym i sporą dawką thrillera.
To nie jest akurat mankament. Wadą jest natomiast bardzo powolna akcja. Nie mam pojęcia, czy osoba pisząca blurb na okładkę czytała książkę. Akcja w książce wlecze się niesamowicie. Są co prawda momenty, gdy tempo przyspiesza, ale jest ich stosunkowo niewiele.
Całość ratują ciekawie nakreśleni bohaterowie oraz bardzo ciekawy i misternie nakreślony pomysł na fabułę. Na początku wydaje się on banalny, ale z każdą kolejną stroną zaczyna coraz bardziej intrygować.
Wspomniałam o dobrze nakreślonych bohaterach. To jeden z atutów książki Durrant. Modelowym przykładem jest Morris, bohater, który od początku wzbudzał we mnie niechęć. Dopiero tuż przed końcem książki zdołałam wykrzesać w sobie odrobinę sympatii do tego męźczyzny. Brawa dla autorki za tak doskonałe odmalowanie głównego bohatera. Nie ma nic gorszego, niż postać, która jest nam obojętna, która nie wzbudza w czytelniku żadnych uczuć, ani sympatii, ani niechęci. Bohaterowie Skłam ze mną do takich nie należą. Każdy z nich wywołuje skrajne uczucia, nie zawsze negatywne, jak w przypadku Morrisa, ale zawsze silne.
Tak na prawdę książka zaczyna wciągać mniej więcej 50-60 stron przed jej końcem. Zakończenie doskonałe, najlepsze w całej książce.
W związku z tym warto zacisnąć zęby, gdy ma się ochotę pogonić narrację i dać książce szansę. Aha, przyszykujcie się na przedzieranie się w trudzie i znoju przez zawiłości psychiki bohaterów. Skłam ze mną jest pełne psychologicznych dywagacji. Jednak bez obaw, one są akurat doskonale napisane.
Mimo powolnego tempa polecam.

czwartek, 13 lipca 2017

Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu - Liao Yiwu

Wydawnictwo Czarne, Ocena 6/6
Recenzja mojego męża.

Liao Yiwu nie jest w Polsce osobą anonimową. Znamy go z doskonałych reportaży dot. Chin i szeroko rozumianej problematyki tego kraju. 

Tutaj link do innych książek, których autorem jest Liao Yiwu.
Jednak Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu to pozycja ze wszech miar wyjątkowa, inna od wcześniej publikowanych reportaży Yiwu.
Autor w książce opowiada historię czterech lat, które władze Chin zabrały mu. W ich trakcie odbywał karę pozbawienia wolności.
Jego jedynym przewinieniem było zbuntowanie się, nie podporządkowanie się wymaganiom, nakazom i zakazom władz Chińskiej Republiki Ludowej, a w lipcu 1989 roku wzięcie udziału w demonstracjach na placu Tiananmen. Miały tam miejsce wydarzenia, o których dowiedział się cały świat. Yiwu z publiczne wygłoszenie swego poematu Masakra został wtrącony do więzienia na 4 lata. Niniejsza książka to zapis tamtych dni, lat.
Przed tymi wydarzeniami był zwykłym studentem, zwyczajnym człowiekiem, młodym męźczyzną. Po opuszczeniu więzienia stał się kimś diametralnie innym. Śmiało można go nazwać kronikarzem chińskiej represji, chińskiego gułagu.
Książka prezentuje nie tylko atmosferę więzienia, metody przesłuchiwania, gnębienia, niszczenia ludzi, ale także druga stronę barykady - sposoby radzenia sobie z sytuacją, terrorem, represjami, sposoby, jakimi więźniowie walczą o godność i przetrwanie. Wielu z osadzonych latami czeka na w... wykonanie wyroku śmierci.
Jak przetrwać w takim miejscu? Nie ma reguły. Dlatego niniejsza książka tak zadziwia.
Opowieść o kolejnych dniach, tygodniach, latach przeplata się z celnymi, czasami nawet zabarwionymi czarnym humorem spostrzeżeniami.
Yiwu ma nie tylko dar opowiadania, spostrzegawcze oko i doskonałe pióro. Jest także osobą, która potrafiła odnaleźć się w miejscu, o którego istnieniu większość z nas nie wie, lub stara się nie myśleć, pośród ludzi, z którymi na wolności nigdy nic by go nie połączyło. Bardzo drobiazgowa narracja jaką stosuje autor zadziwia. A całość porusza i na długo pozostaje w pamięci. Liao Yiwu narażając własne życie postanowił opowiedzieć prawdę o chińskim systemie represyjnym. Warto, ba trzeba przeczytać. Gorąco polecam.
Wydawnictwo Czarne decydując się na wydanie tej książki dokonało słusznego wyboru


Za książkę dziękuję Księgarni Internetowej Platon24.pl (klik)  
https://platon24.pl/ksiazki/za-jeden-wiersz-cztery-lata-w-chinskim-wiezieniu-111647/




wtorek, 11 lipca 2017

Zapowiedź...



30 sierpnia ukaże się II część przygód toruńskiego dziennikarza, Marka Benera.
1. część Najgorsze dopiero nadejdzie, recenzowałam tutaj - klik. 

Zachęcam do lektury.


Tym razem Marek Bener, właściciel i dziennikarz lokalnego tygodnika, podejmuje się odnalezienia zaginionej maturzystki. Znużony sierpniowym upałem odkrywa kolejne tajemnice rodziny Żelaznych, a im więcej wie, tym trudniej rozwikłać mu prostą z pozoru zagadkę. Przeżyje jednak wstrząs, kiedy okaże się, że dziewczyna może mieć coś, co przed laty należało do jego zaginionej żony. Nowy trop przeczołga go przez podziemia hazardu i zmusi do spojrzenia w przeszłość. To w jej cieniu kryją się najgorsze koszmary. Pytanie tylko, czy porzuci swój strach i znajdzie w sobie dość siły, by się z nimi zmierzyć.



poniedziałek, 10 lipca 2017

Odyseja nowojorska - Kristopher Jansma

Wydawnictwo Czarna Owca, Moja ocena 6/6
Mamy pięcioro (a w zasadzie sześcioro) bohaterów. Są nimi: Irene Richmond, artystka, asystentka w eleganckiej galerii sztuki na Manhattanie; George Murphy, naukowiec-astronom, który po latach badań osiągnął zasłużoną pozycję zawodową; Sara Sherman, narzeczona George’a, redaktorka w dużym magazynie; Jacob Blaumann, poeta, którego po wydaniu jednego, dobrze przyjętego tomiku wierszy, dotknęła niemoc twórcza; William Cho, z rodziny koreańskich imigrantów, absolwent uniwersytetu Yale, na którym studiował biznes i zgłębiał greckich klasyków; obecnie pracownik firmy inwestycyjnej.
Jansma ukazuje młodych ludzi, którzy nie tak dawno weszli w dorosłe, nowojorskie życie. Od skończenia collegu szukali stażów, pracy, wynajmowali kolejne mieszkania, zakochiwali się i wielokrotnie przekonywali się, że nic w dorosłym życiu nie jest takim, jakim zdawało się, że będzie. Banał napiszecie. Może i tak, ale jak napisany. Poza tym istotne jest to, co autor przekazuje pomiędzy wierszami.
Są tuż po 30-tce, 5 lat temu skończyli college i nadal, mimo różnych profesji, przyjaźnią się. Mają odmienne zawody, często różne spojrzenie na wiele spraw, ale od lat łączy ich jedno - prawdziwa przyjaźń. Nie wiedzą nawet, iż lada moment zostanie ona wystawiona na wielką próbę.
Trudno jednoznacznie określić o czym jest ta książka. Jest to lektura z tych, które każdy może odebrać trochę inaczej. Ukazanie życia pięciorga bohaterów to tylko tło do przedstawienia czegoś więcej. Podejrzewam, że dla każdego czytelnika może to być coś więcej. Dla mnie ta historia to wspaniała afirmacja życia w całości z jego plusami i minusami, smutkami i radościami. Jednak przede wszystkim to wielki pomnik przyjaźni i miłości, takich jedynych, na całe życie, które przetrwają wszystko i wszystko wybaczą, a które tak niewielu ma szczęście zaznać.
Dodatkowo jest to wspaniała, miejscami wręcz porywająca opowieść o mieście jedynym w swoim rodzaju, jakim bez wątpienia jest Nowy Jork. Autor serwuje nam przewodnik po mieście. W treść mamy wplecione wszystko w co obfituje współczesne życie, współczesny NY. Jest miłość, seks, praca, narkotyki, alkohol, teatr, muzea, sklepy, są opisy życia w tym wielkim mieście, przedstawienie konfliktów na tle rasowym religijnym, seksualnym, porady gdzie najtaniej zjeść etc.

Na początku napisałam, że w zasadzie mamy sześcioro bohaterów. Szóstym jest właśnie Nowy Jork, pełnoprawny (nie wiem, czy nie najważniejszy) bohater tej wspaniałej powieści.
Czyta się doskonale, choć nie ukrywam, pierwsze kilkanaście storn to była próba dopasowania się, mojego do stylu autora i do samej treści. Było jednak warto. Świetna, dająca wielką czytelniczą przyjemność, a dodatkowo zmuszająca do myślenia powieść.
Zachęcam do lektury tej niezwykłej historii, która (jestem o tym przekonana) pozostawi w was niezatarte wrażenia i wiele, bardzo wiele pytań o życie, jego sens i wszystko co z nim związane.

sobota, 8 lipca 2017

Książki. Magazyn do Czytania, polecam gorąco




Właśnie czytam najnowszy numer. "Książki. Magazyn do Czytania" to pozycja wyjątkowa.

Magazyn czytam od jakiegoś czasu. Świetna sprawa. Mnóstwo ciekawych artykułów, głównie o książkach, ale nie tylko.
Oprócz recenzji znajdziemy w Magazynie bardzo ciekawe rozmowy z interesującymi ludźmi, którzy opowiadają o...książkach, ich odbiorze, tworzeniu, wpływie na ich własne (choć nie tylko) życie :)
Bardzo podobała mi się zamieszczona jakiś czas temu rozmowa z Donaldem Tuskiem, który mówił m.in. o tym...z kim chadza do łóżka, czyli jakich autorów najczęściej przed snem czyta. Wybór Przewodniczącego Rady Europejskiej padł m.in. na Tokarczuk, Nesbo, Sebalda, ale nie tylko.
Kilka numerów temu ukazał się genialny artykuł o Korczaku. Do tej pory go pamiętam. 

Podobnie rzecz się ma z rozmowami z Isabel Allende czy Jakubem Żulczykiem. Fascynujące.
Oprócz rozmów z ciekawymi ludźmi, artykułów o nich, w Magazynie znajdziemy sporo zapowiedzi, nowości, ciekawostek i nowinek ze świata okołoksiążkowego.

A co znalazłam w najnowszym numerze, który właśnie przeglądam?
Jest to numer jubileuszowy. Magazyn 14 czerwca obchodził szóste urodziny. Treść w związku z tym jubileuszowa i wyjątkowa.


Najwybitniejsi, najciekawsi autorzy, a wśród nich:


Stanisław Łubieński. Pisarz. Jego ostatnia książka to „Dwanaście srok za ogon” (2016). W tym roku został za nią nominowany do nagród Nike i Gdynia.

Weronika Murek. Pisarka. Jej debiutancki zbiór opowiadań „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” (2015) znalazł się w finale Nike i otrzymał Nagrodę im. Gombrowicza.

Wojciech Nowicki. Pisarz, krytyk kulinarny. Za książkę „Salki” (2013) otrzymał nagrodę Gdynia. Jego ostatnia książka to „Odbicie” (2015).

Joanna Olech. Autorka i ilustratorka kilkudziesięciu książek dla dzieci.

Wojciech Orliński. Publicysta „Wyborczej”. Na początku sierpnia ukaże się napisana przez niego biografia „Lem. Życie nie z tej ziemi”.

Janusz Rudnicki. Pisarz, felietonista „Wyborczej”. Niedawno ukazała się jego książka „Życiorysta dwa”, zbiór tekstów publikowanych głównie w „Książkach”.

Marcin Sendecki. Poeta i krytyk literacki, laureat nagrody Silesius i tegorocznej Nagrody im. Szymborskiej za książkę poetycką „W”.

Katarzyna Surmiak-Domańska. Reporterka „Wyborczej”. Jej książka „Mokradełko” znalazła się w finale Nike. Jej ostatnia publikacja to „Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość” (2015).

Joanna Szczęsna. Pisarka i reporterka. Opublikowała m.in. biografię Wisławy Szymborskiej „Pamiątkowe rupiecie” (2012) napisaną wspólnie z Anną Bikont.

Piotr Tarczyński. Amerykanista, tłumacz, przełożył m.in. „Wszystkich ludzi prezydenta” Boba Woodwarda i Carla Bernsteina. Współautor kryminałów „Tajemnica domu Helclów” (2015) i „Rozdarta zasłona” (2016).

W numerze znajdziemy m.in.:

W domu duszy Isabel Allende. Rozmowa z najsłynniejszą pisarką latynoamerykańską

Przesadnie zakochani w Islandii. „…w tym roku liczba turystów na Islandii przekroczy dwa miliony osób, to sześciokrotnie więcej, niż wynosi liczba mieszkańców". Weronika Murek o końcu Nicelandii

Arcydzieła zamiast bestsellerów. Nabokov zamiast Wisłockiej, Dickinson zamiast „Mleka i miodu”... Polecają redaktorzy „Książek”: Paweł Goźliński, Łukasz Grzymisławski, Juliusz Kurkiewicz i Natalia Szostak

Koleją podziemną przez Amerykę. Colson Whitehead opowiada Katarzynie Surmiak-Domańskiej o tym, jak napisał najlepszą amerykańską powieść ostatnich lat

Lemanipulacje. Wojciech Orliński o tym, jak dał się nabrać Stanisławowi Lemowi.

A co po Lemie? Michał Radomił Wiśniewski kreśli mapę polskiego s.f. - od futurystycznych bajeczek ku pokrzepieniu serc po najdziksze wizje końca świata

Jej wysokość Wanda Rutkiewicz. Janusz Rudnicki o Polce w naprawdę wysokich górach, chorej na zapalenie ambicji

Kontrrewolucja w sypialni. „Kochane »Książki«, piszemy do Was, bo znikąd pomocy, a problem, cóż, wstydliwy: brak seksedukacji w polskiej szkole” - piszą Justyna Suchecka i Natalia Szostak, czyli jak cofnęliśmy się do epoki bocianów i dzieci z kapusty

Dziesięć pikantnych kawałków..., czyli ranking literackich scen erotycznych według Małgorzaty I. Niemczyńskiej

Magazyn jest już w sprzedaży w cenie 9,99 zł w wersji papierowej i elektronicznej. Gorąco polecam tym bardziej, że letni, jubileuszowy numer ma mniejszy format, wygodny do zabrania w letnią podróż, na plażę, na włóczęgę, do samolotu czy pociągu.

Musicie mieć ten numer. 
Magazyn Książki (klik)

czwartek, 6 lipca 2017

Urodzinowa rozdawajka :)




Lada moment ja mam urodziny, ale także mój blog.

Blog 6. O tym, które ja obchodzę, nawet nie wspomnę :)
W związku z tym mamy  dla Was prezenty...oczywiście są to książki.  
1. nagroda to nowość od Wydawnictwa Czarna Owca - Złodziej luster.  Polecam, świetna.




2. nagroda to 1. i 2. tom trylogii fantasy...od Wydawnictwa Rebis.



3. nagroda to książki od Wydawnictw Jaguar i Znak


 4. nagroda - Magdalena Zawadzka o sobie :) +
+ Isabel Allende x 1 :)

Żeby wygrać którąś z w/w nagród, wystarczy obserwować mój blog i zgłosić się tutaj w komentarzach (pod tym postem) podając nr. nagrody, która Was interesuje.
Jedna osoba = jedna wygrana = jedno zgłoszenie :)
Wysyłka nastąpi listem poleconym na terenie Polski w terminie 14 dni od otrzymania od zwycięzców danych do wysyłki.
Konkurs trwa do 18 lipca do godz. 23.59.
Ogłoszenie listy zwycięzców nastąpi do 01 sierpnia br.
Zapraszam do zabawy....

środa, 5 lipca 2017

Kobiety z Ravensbrück. Życie i śmierć w hitlerowskim obozie koncentracyjnym dla kobiet - Sarah Helm

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Moja ocena 6/6
Podczytywałam tę książkę od kilku tygodni, fragmentami, nie da się czytać dłużej niż pół godziny dziennie, co kilka dni. Ja po prostu nie dałam rady.
Konzentrationslager Ravensbrück to był obóz koncentracyjny tylko dla kobiet, miejsce kaźni i zagłady. Wśród więźniarek było wiele dzieci. Budowę obozu rozpoczęto z rozkazu Himmlera w 1938 roku. Początkowe założenia budownicze zakładały 15 000 więźniarek, obóz jednak był wielokrotnie powiększany.
W latach 1942-1944 w KL Ravensbrück przeprowadzano zbrodnicze doświadczenia pseudomedyczne na więźniarkach – w większości młodych Polkach. Operacjom kostnym i mięśniowym poddano 86 więźniarek, w tym 74 Polki, przy czym wiele z tych, które przeżyły, zostało kalekami.
Od 1942 roku kobiety wycieńczone i niezdolne do pracy uśmiercano w pobliskich komorach gazowych oraz zastrzykami dosercowymi fenolu. Pod koniec roku 1944 została oddana do użytku w samym obozie komora gazowa, w której uśmiercono 5 do 6 tys. osób.
Książka Sarah Helm opowiada o zbrodniach popełnionych w obozie, ale są one jakby tłem (jeżeli tak można napisać) do ukazania czegoś co podziwiam nade wszystko. Chodzi o walkę, heroizm, wyjątkową, wręcz nadludzką chęć życia, wytrwania za wszelką cenę, a przy tym często przyjaźni w obliczu obozowego piekła.
Czytałam o tych biednych kobietach, o tych, które przeżyły i o tych, którym to nie było dane. Poznałam ich losy, to co im zrobiono i to jak one się zachowywały i jestem w szoku.
To, że szokują zbrodnie popełnione na tych niewinnych istotach, to oczywiste.
Równie szokujące (choć w pozytywnym tego słowa znaczeniu) jest to, jakim cudem tak wielu kobietom udało się wytrwać, jak w tym piekle udało im się walczyć i pozostać człowiekiem, istota godna tego miana. W większości tych kobiet nigdy nie zanikły odruchy solidarności z innymi więźniarkami. Wiele z nich na ile mogło pomagało sobie nawzajem, próbowało stworzyć namiastkę normalności, życia za obozowymi drutami.
Z moje strony przeogromny podziw i szacunek dla tych kobiet.
Książka jest wielka, dosłownie (bo gruba, potężna) i w przenośni (bo potrzebna). Co istotne, Helm nie bazuje na współczuciu czytelnika, nie o to jej chodzi. Kobiety z Ravensbrück...nie potrzebują otoczki egzaltowanego współczucia dla bohaterek. Ta książka broni się sama.
Jej treść książki to przeplatające się, doskonale opracowane dokumenty, materiały źródłowe oraz wspomnienia więźniarek, którym udało się ocaleć.
Cokolwiek bym nie napisała o tej książce, o jej treści nie odda tego co czuję. Mogę tylko was nie tyle zachęcić do lektury, co napisać, że to nasz obowiązek wobec ofiar. Musimy pamiętać zarówno o tych kobietach, które tam zamęczono, o tych które ocalały, jak i o tym, czym grozi pójście o krok za daleko. Wszystko, nawet faszyzm, jego zbrodnie zaczynało się zwyczajnie. Pamiętajmy o tym szczególnie w tak trudnym czasie, w jakim żyjemy.
 

wtorek, 4 lipca 2017

Deniwelacja - Remigiusz Mróz

Wydawnictwo Filia, Ocena 5-/6
Recenzja mojego męża.
Deniwelacja to czwarty tom trylogii :) Bohaterem jest znany z poprzednich części komisarz Wiktor Forst, który po raz kolejny rusza do walki ze złem tego świata, bez mała całym złem.
Podobnie, jak w poprzednich tomach zbrodnia goni zbrodnię (wszystko zaczyna się od znikających na Podhalu kobiet), trup ściele się gęsto, a zmęczony, ba wręcz styrany życiem przeczołgany przez los i różny okrutnych ludzi komisarz próbuje to jakoś ogarnąć i pokonać zło.
Na kartach książki powraca też znany z poprzednich części nałóg komisarza, z którym walczy, mniej lub bardziej okresowo udanie. Powracają też znany już bohaterowie, a wśród nich m.in. obecny szef i dawny milicjant Osica.

W książce (jak to u Mroza i jak to w tej serii) dzieje się, a dzieje. Główny bohater ponownie ociera się o śmierć, udowadnia, że wszystko może i życie ma dla niego znikoma wartość bo i tak wie, że da radę. Jest przy tym cyniczny, bezczelny, inteligentny, mocny. Przypomina Brucea Willisa z serii Szklana pułapka. 
Mimo, iż wcześniejsze tomy serii miały mocne akcenty, niesamowicie szybkie tempo akcji i pewien wydźwięk osobisty dla Forsta, to Deniwelacja zwielokrotnia to wszystko. Książka jest ostra, mocna, w wielu miejscach zaskakująca. Czyta się szybko. Jednak uwaga, w tej części autor o wiele bardziej niż w innych, skupia się na tym co z Forstem, co z jego psyche, siłą fizyczną, jak bardzo go doświadczono (od każdej możliwej strony), co z nim dalej. Owszem, to miało miejsce także w Przewieszeniu czy Trawersie, ale nie na taką skalę. Proszę o tym pamiętać decydując się na lekturę. 
Remigiusz Mróz to autor, który kolejne książki tworzy wręcz w tempie, które mnie przeraża. Serie są różne. Najbardziej przypadły mi do gustu Parabellum i seria o Forście. Moja żona z kocha serię o Chyłce i Zordonie, która mnie śmieszy odrobinę. 
Mróz wzbudza różne emocje, często bardzo skrajne. Podobnie jest z jego bohaterami, książkami, w których się pojawiają. Jednego autorowi nie można odmówić - pisze nieźle, ma świetne pomysły, w całość wplata nowoczesna technologię i sprawia, iż każda kolejna książka, każda nowość  to pewny bestseller..
Polecam Deniwelację, jak i całą serię o komisarzu Forście.

niedziela, 2 lipca 2017

Krąg niewinnych - Valentin Musso

Wydawnictwo Albatros, Moja ocena 5-/6
Autor niniejszej książki, Valentin to brat jednego z najpopularniejszych francuskich pisarzy - Guillaume Musso.. Krąg niewinnych to druga książka autora, którą miałam okazję przeczytać.
Tym razem ponownie Velentin Musso stworzył dobrą książkę, choć akcja nie potoczyła się tak, jak tego oczekiwałam. Ale to chyba cecha nieodłączna stylu pisarskiego obu Francuzów.
To także książka, w której nic nie jest takim, jakim się przez cały czas wydaje.
Już pierwsze strony wciągają, intrygują, ale nie jest to jeszcze ten moment, w którym nagle coś przeskakuje i od lektury trudno się oderwać. Pierwsza połowa książki to dobra lektura, sprawnie, ciekawie napisana, ale bez euforii. Wszystko zmienia się po ok. 150 stronach.
Trzeba pamiętać, iż mimo, że u nas książki tego pisarza zostały wydane w odwrotnej kolejności, to Krąg niewinnych jest debiutem młodszego Musso, notabene dobrym debiutem. Drugą książkę (Zimne popioły) już znam i śmiało mogę teraz obie porównać i stwierdzić, że warsztat pisarski autora poprawił się i jestem przekonana, że 3. powieść będzie jeszcze lepsza.
Plusem Kręgu niewinnych są dwa sprawnie prowadzone śledztwa. Na początku są one zupełnie niezależne od siebie i dotyczą czegoś innego. Ale to tylko pozory. W pewnym momencie wszystko się łączy i jak napisałam wcześniej, nic nie jest takim, jakim się wydaje.
Musso porusza przy tym niezwykle trudne tematy. Czyni to w taki sposób, że czytelnik musi się w treść zaangażować i poświecić jej pełną uwagę.
Tempo akcji jest z rozdziału na rozdział szybsze, brak dłużyzn, a zakończenie...
No właśnie, zakończenie. Jak dla mnie otwarte. Niby jest zakończenie, otrzymujemy rozwiązanie kilku kwestii, odpowiedź na wiele pytań, ale moim zdaniem część jest nierozwiązana, niezakończona i daje to szansę autorowi do pociągnięcia historii dalej. nie ukrywam, iż liczę na to. Książkę czyta się szybko, z przyjemnością. Kawał dobrej roboty, tym bardziej, że jest to debiut autora.
Polecam. Jestem przekonana, iż każda kolejna nowość, której autorem będzie Valentine Musso będzie bestseller.